Image Alt

Blog

Z namiotem dachowym przez Afrykę

Jest taka chwila, którą trudno opisać słowami. Wystawiasz głowę z namiotu rozpiętego na dachu samochodu, jest środek nocy, Afryka śpi dookoła, a przy Twoim aucie stoi zebra. Tak po prostu. Ociera się o blachę, wącha opony, kręci się wokół jak gdyby nigdy nic.

Wszyscy nie możemy wyjść z podziwu przez dłuższą chwilę, nikt z nas nie jest w stanie wydać z siebie żadnego dźwięku. Bo co tu mówić? Że to niesamowite, że to był moment życia? Po prostu siedzieliśmy tam we trójkę z wystającymi głowami, metr nad ziemią i doświadczaliśmy dzikość natury. Taki jest właśnie namiot dachowy. Nie daje Ci odległości od natury – daje Ci jej środek.

Namiot Dachowy w afrykańskim Buszu

28 dni w namiocie

Przez 28 dni przemierzaliśmy Namibię i Botswanę wynajętą Toyotą Hilux z dwoma namiotami dachowymi marki Tentco zamontowanymi na fabrycznym raku.

Sprzęt wzięliśmy od Namibia2Go i to właśnie ten zestaw- auto z napędem 4×4, namioty na dachu, kuchenka gazowa w bagażniku – był naszym domem przez cały wyjazd.

Dzisiaj chcemy Ci opowiedzieć nie o trasie, nie o parkach narodowych (Chobe), ale o tym jak się żyje w namiocie dachowym.

Zdecydowaliśmy się na wynajem samochodu z wyposażeniem kempingowym z firmy Namibia2Go –  i to była jedna z lepszych decyzji tej podróży.

Jak to w ogóle działa?

Zanim polecieliśmy, oboje z Zuzką mieliśmy w głowach dość rozmyte wyobrażenie o namiocie dachowym. Coś tam widzieliśmy na Instagramie, coś tam czytaliśmy. Rzeczywistość okazała się jednak dużo prostsza niż myśleliśmy – i to w pozytywnym sensie.

Namioty Tentco, które mieliśmy, to klasyczne miękkie namioty składane jak książka. Cały proces rozkładania wygląda tak: ściągasz wodoodporny pokrowiec, odkręcasz dwa bolce, pociągasz za drabinkę – i namiot sam się otwiera. Potem tylko cztery naprężacze na rogach żeby wszystko było porządnie napięte i gotowe. Cztery minuty. Może pięć jak jesteś senny. Składanie trwa trochę dłużej, głównie przez zakładanie pokrowca z powrotem, ale i tak nie przekracza pięciu, sześciu minut.

Dość szybko wypracowaliśmy też pewien trik, który zaoszczędzał nam sporo czasu każdego ranka. Pościel — poduszki, kołdry — zostawialiśmy w namiocie przez całą dobę. Nie pakowaliśmy ich, nie wynosiliśmy. Po prostu składaliśmy namiot z pościelą w środku i jechaliśmy dalej. Wieczorem otwieraliśmy i wszystko czekało na nas gotowe. Brzmi banalnie, ale po tygodniu na trasie takie małe usprawnienia robią naprawdę dużą różnicę.

Mieliśmy dwa namioty — jeden obok drugiego na dachu. W trójkę spokojnie mieściliśmy się w jednym, więc drugi służył nam właściwie jako magazyn i rezerwowy plan B na wypadek gdyby Szymek zdecydował że chce mieć własną przestrzeń. Nie zdecydował ani razu. Uwielbiał spać między nami.

Jak się śpi?

Materac jest w zestawie, wbudowany w namiot – żadnego pompowania, żadnego rozkładania. Leżysz wyżej niż w zwykłym namiocie rozbitym na ziemi, masz widok przez okna z czterech stron, każde z moskitierą, więc możesz spać przy otwartych oknach bez strachu przed insektami.

W Botswanie byliśmy na przełomie marca i kwietnia, końcówka pory deszczowej – noce były przyjemne, nie upalne, więc kwestia temperatury nas specjalnie nie dręczyła. Zakryliśmy się kołdrami kiedy zrobilo się trochę zminiej i spało się naprawdę komfortowo.

Na początku mieliśmy obawy, że będzie nam zimno. Albo za gorąco. Albo że wiatr będzie hałasował. Albo że będzie przeciekaź podcza deszczu. Albo że usłyszymy każdy dźwięk z zewnątrz i nie będziemy w stanie zasnąć. Przeżyliśmy nawet porządną burzę z ulewą – taką prawdziwą, afrykańską, która waliła w namiot jak z wiadra. Namiot nie przeciekł. Ani trochę. Spaliśmy dalej.

Czy słyszy się odgłosy natury? Tak, i to jest właśnie ta magia. Leżysz metr nad ziemią, słyszysz jak coś chodzi w pobliżu, słyszysz wiatr, słyszysz odgłosy buszu — i zamiast się bać, czujesz się częścią tego wszystkiego. Przynajmniej u nas tak to działało. Oczywiście każdy jest inny i rozumiemy, że dla kogoś to może być źródłem stresu, a nie błogostanu.

Najwięcej zwierzą spotkasz przy rzece po południu i tuż przed zachodem słońca, zwłaszcza w porze suchej, kiedy rzeka jest jedynym źródłem wodu. Jeśli interesuje Ciebie czym robimy zdjęcia, zobacz nasz aktualny sprzęt

Szymek i jego rytuały

Szymek ma dziesięć lat i podróżuje z nami od niemowlęctwa. Nocował w bungalowach na Bali, w apartamentach w Dubaju, w camper vanach w Australii i USA. Namiot dachowy przyjął z entuzjazmem, który szczerze nas rozbawił – bo dla nas to była nowość i pewna doza niepewności, a dla niego od pierwszej nocy było to po prostu super przygoda.

Jego zadaniem – które sam sobie przydzielił od pierwszego wieczoru – było rozwieszanie lampek LED wewnątrz namiotu. Kiedy lampki były już na miejscu, namiot zamieniał się w coś w rodzaju przytulnej jaskini zawieszonej nad afrykańskim bushem. Właśnie w tym świetle graliśmy w karty, rozmawialiśmy, czytaliśmy. Te wieczory zapamiętamy długo.

Była to nasza pierwsza noc na kempingu w Namibi. Zasnęliśmy dość wcześnie, zmęczeni trasą. Gdzieś w środku nocy coś nas obudziło — taki cichy, miarowy odgłos przy aucie. Powolne, głuche stuknięcia. Powoli wystawiliśmy głowy przez okno namiotu a tam zebra ociera się o nasz dom na kółkach. Nie mogliśmy się nadziwić, że jesteśmy dosłownie otoczeni naturą i dzikimi zwierzętami.

Kwestia toalety – bo trzeba o tym powiedzieć

Dobra, czas na temat który wszyscy mają w głowie, ale mało kto pyta wprost. Co jeśli w nocy trzeba wyjść do łazienki, a namiot jest na dachu auta, drabinka jest po boku, a dookoła może chodzić cokolwiek?

Mamy na to sprawdzony system. Ostatnia czynność przed zaśnięciem to obowiązkowa „rundka siku” dla całej trójki. Nie ma negocjacji, nie ma „już nie chce mi się” — każdy schodzi, robi co ma zrobić i wchodzi z powrotem. Dzięki temu przez zdecydowaną większość nocy wytrzymywaliśmy do rana.

W parkach narodowych sprawa była bardziej poważna — rangersi wyraźnie informowali, że nocą nie wychodzi się z namiotu samemu, a w razie absolutnej konieczności robi się to w grupie minimum dwóch osób i koniecznie z latarką. Tego się trzymaliśmy. Szymek nigdy nie zostawał sam w namiocie. Ale szczerze? Sytuacje wymagające nocnej wyprawy zdarzały się naprawdę rzadko.

Na kempingach poza parkami sprawa była prosta — toalety były na miejscu, zejście i powrót to kwestia minuty.

Polecamy wynająć samochód 4×4 z namiotem dachowym od Namibia2Go i odkryć Namibię lub Botswanę na własnych zasadach. Szutrowe drogi, dzikie parki, noclegi pod gwiazdami i miejsca poza utartym szlakiem — właśnie tam zaczyna się prawdziwa przygoda.

Pakowanie i organizacja

Jeżeli znasz nasz blog, wiesz że pakujemy się minimalistycznie. W kontekście namiotu dachowego minimalizm jest po prostu wymuszony przez okoliczności. Dach zajmują namioty. Bagażnik i tylne siedzenie to Twoja jedyna przestrzeń na rzeczy.

Każde z nas miało swój plecak z ubraniami – trzy małe plecaki na tylnym siedzeniu. Do tego plecak z elektroniką i worek na brudne rzeczy w bagażniku. I tyle.

System prania był prosty i sprawdzony przez lata podróżowania: przy każdej okazji kiedy byliśmy na kempingu z dostępem do wody, wyciągaliśmy dwie, trzy sztuki ubrań, mydło, woda, chwila na słońcu i następnego dnia suche.

W namiocie dachowym masz może dwa metry kwadratowe przestrzeni mieszkalnej i tyle. To wystarczy na sen i wieczorne granie w karty, ale po trzydziestu dniach zaczynasz tęsknić za czymś odrobinę większym…

Jeżeli masz jakiekolwiek pytania dotyczące Botswany lub Namibi lub innych zagadnień związanych z podróżami, napisz do nas na Instagramie, na pewno odpowiemy i postaramy się doradzić jak najlepiej potrafimy.

Post a Comment

Follow us on